dzieciaki

Beata Lipov

Gdy ponad 11 lat temu zaczęłam pisać pierwsze teksty dla redakcji kulinarnych, nawet nie podejrzewałam, że moje życie obróci się w tak niespodziewanym kierunku.

Zawsze marzyłam o tym, by tworzyć książki. Tworzyć, nie pisać. Od samego początku, gdy w głowie pojawia się nieśmiały pomysł. Tygodniami dojrzewa, by wreszcie przyjąć w miarę określoną formę. Obmyślam najdrobniejsze szczegóły. Zaczynam pisać konspekt. Drę go i zaczynam od nowa. Gdy wreszcie wydaje mi się, że ogólny zarys jest zadawalający, rozpisuję szczegoły. Jednocześnie trwają prace nad stroną wizualną. Mam to szczęście, że mój mąż, Lubo Lipov, jest świetnym fotografem. Pracujemy więc razem nad zdjęciami, które są nierozerwalnie związane z całym pomysłem.

Praca nad książkami kulinarnymi rządzi się swoimi prawami. Tygodniami pracuję wtedy w kuchni. Kroję, siekam, obsmażam, zapiekam, gotuję i wciąż próbuję, bo muszę mieć pewność, że moje przepisy sprawdzą się także w kuchniach czytelników. Pradziwym wyzwaniem organizacyjnym jest jednak praca z dziećmi. Tematyką dziecięcą zaczęłam zajmować się w sposób naturalny, gdy sama zostałam mamą. Mam trzy córki i to one są nieustającym źródłem inspiracji. Książki, które kieruję do najmłodszych czytelników i ich rodziców oparte są o moje doświadczenia.

Dziecięcy świat poznaję wciąż od nowa, obcując na co dzień z moimi trzema panienkami, ale także obserwując ich znajomych i przyjaciół.

Nasz dom, a jednocześnie miejsce pracy, jest zazwyczaj pełen dziecięcego gwaru. Podczas sesji fotograficznych, mamy przyjemność pracować z wieloma małymi modelami. Często przy tej okazji zyskujemy także nowych przyjaciół.

Od kilkunastu miesięcy prowadzę bloga, w którym opisuję swoją pracę „od kuchni”. Daje mi on możliwość bezpośredniego kontaktu z moimi czytelnikami, co dla każdego twórcy jest niesłychanie cenne i inspirujące.